rodziny królewskie
 
  Strona startowa
  Kontakt
  Logowanie
  Galeria
  Filmy
  News
  William i Kate
  Frederik i Mary
  Albert I Charlene
  Grace i Rainier
  Królewskie Śluby
  Dzieciństwo
  Letizja i Filip
  Willem i Maxima
  Rania - królowa Jordanii
  Brytyjska Rodzina Królewska
  Duńska Rodzina Królewska
  Szwedzka Rodzina Królewska
  Hiszpańska Rodzina Królewska
  Monakijska Rodzina Książęca
Frederik i Mary


Poznali się w 2000 roku w pubie Slipp Inn w Sydney w czasie Igrzysk Olimpijskich. Książę przebywał tam za swoimi kuzynami, m.in. księciem greckim Mikołajem i norweską księżniczką Marthą Luisą, oraz bratem - Joachimem. Po zakończeniu Olimpiady książę Fryderyk wrócił do Danii, Mary została w Australii, ale znajomość była kontynuowana za pomocą rozmów telefonicznych, listów, e-maili. W miarę możliwości para odwiedzała się w swoich ojczystych krajach. W grudniu 2001 roku Mary podjęła pracę w Paryżu. Do Danii przeniosła się w sierpniu 2002 roku, gdzie od 4 września pracowała w Navision/Microsoft
Zaręczyny ogłoszono 8 października 2003, a ślub odbył się 14 maja 2004, w ewangelicko-luterańskiej katedrze Vor Frue Kirke. Mary jako przyszła królowa Danii zrzekła się obywatelstwa Australii i przystąpiła do Kościoła Luterańskiego (z Prezbiteriańskiego). 
W uroczystościach weselnych wzięło udział 700 zaproszonych gości. Nie przyjechała jedynie królowa brytyjska Elżbieta II, zamiast której do Kopenhagi przybył jej syn - książę Edward. Na ulicach wokół katedry Vor Frue Kirke i na drodze przejazdy karocy nowożeńców zebrały się tłumy Duńczyków pozdrawiających nową parę. Uroczystościom towarzyszą bardzo ostre środki bezpieczeństwa. Wśród zaproszonych gości są, między innymi, rodziny królewskie z sąsiednich krajów Norwegii i Szwecji, a także japoński następca tronu książe Naruhito, książe Edward oraz książe Felipe, który sam wkrótce stanie na ślubnym kobiercu.

Praktycznie wszystkie budynki w Kopenhadze są przystrojone narodowymi czerwonymi flagami z białym krzyżem. Gdzieniegdzie pojawiają się również flagi Australii. W wielu sklepowych witrynach wiszą portrety młodej pary z napisem, Tillykke Frederik og Mary", czyli "Wszystkiego najlepszego dla Frederika i Mary". Na cześć młodej pary powstał nawet specjalny deser, który jest sprzedawany w kopenhaskich kawiarniach.
25 kwietnia 2005 para książęca ogłosiła, że w październiku oczekują narodzin ich pierwszego dziecka. Mary urodziła pierwszego syna 15 października 2005, a chrzcie 21 stycznia 2006 otrzymał imię Christian Valdemar Henri John (imiona Henri i John otrzymał na cześć obu dziadków). Rodzicami chrzestnymi zostali: następczyni tronu Szwecji, księżniczka Wiktoria, następca tronu Norwegii, książę Haakon z żoną księżną Mette-Marit, następca tronu Grecji, książę Paweł, książę Joachim – brat Fryderyka, Jane Stephens – siostra Marii, oraz przyjaciele pary – Jeppe Handwerk i Hamish Campbell.
21 kwietnia 2007 na świat przyszła córka Mary i Fryderyka. Chrzest odbył się 1 lipca 2007 roku. Dziewczynka otrzymała imiona Isabella Henrietta Ingrid Margrethe .
6 sierpnia 2010 Pałac Królewski poinformował, że Mary jest w ciąży z trzecim i czwartym dzieckiem.8 stycznia 2011 urodziła bliźnięta - syna i córkę. Chrzest odbył się w dniu 14 kwietnia 2011 roku. Dziewczynka otrzymała imiona Josephine Sophia  Ivalo Mathilda, natomiast chłopiec Vincent Frederik Minik Alexander.


GALA: Poznaliście się państwo w Australii. Co czujecie teraz, kiedy znów tu przyjeżdżacie?

MARY: Trochę się tą podróżą denerwowałam. Od czasu mojej ostatniej wizyty w Australii tyle się przecież w moim życiu zmieniło. Obawiałam się, jak zostaniemy przyjęci. Nawet w najśmielszych snach nie spodziewałam się, że wzbudzimy tak wielkie zainteresowanie.

GALA: Dziś już chyba nie ma szans, żeby książęca para mogła samotnie spacerować po ulicach Sydney?

MARY: Niestety. Miałam nadzieję, że uda nam się zachować odrobinę anonimowości, ale to niemożliwe. Kiedy byliśmy tu poprzednim razem, jeszcze jako narzeczeni, mieliśmy mnóstwo wolnego czasu tylko dla siebie. Teraz plan wizyty mamy rozpisany co do minuty.

GALA: Nie żałuje pani, że zmieniła całe swoje życie?

MARY: Absolutnie. Oczywiście, kiedy mieszkałam w Australii, czułam się cudownie. Ale teraz jestem jeszcze bardziej szczęśliwa, bo dzielę życie z ukochanym mężczyzną.

GALA: Jak się państwo poznali?

FREDERIK: Tuż po rozpoczęciu igrzysk olimpijskich w Sydney w 2000 roku wędrowałem z przyjaciółmi po mieście. W jakimś przypadkowym barze wdaliśmy się w rozmowę z miejscowymi ludźmi. Między nimi była także Mary. Usiedliśmy razem przy stole, wzięliśmy coś do picia, gawędziliśmy.

GALA: Kiedy poczuliście, że między wami zaiskrzyło?

FREDERIK: Dobre pytanie...

MARY: Ja pamiętam! Jeszcze tego samego wieczoru dałam ci mój numer telefonu. Zadzwoniłeś już następnego dnia, więc coś musiało zaiskrzyć od razu. Ale nie były to jakieś fajerwerki czy miłość od pierwszego wejrzenia. Po prostu coś nas do siebie przyciągało.

GALA: Czy już po tym pierwszym spotkaniu poczuł pan, że Mary to kobieta wyjątkowa?

FREDERIK: Pomyślałem, że warta jest przynajmniej tego, żeby do niej zadzwonić.

MARY: (śmiejąc się) Miałam szczęście. Przeszłam do drugiej rundy.

GALA: A kiedy książę Frederik wyznał pani, że nie jest zwykłym facetem, tylko następcą tronu Danii?

MARY: Jeśli myśli pan, że pewnego dnia stanął naprzeciwko mnie i powiedział: "Nie jestem tym, za kogo mnie uważasz", to nic takiego się nie wydarzyło. Jeszcze tego samego wieczoru, kiedy się poznaliśmy, koleżanka szepnęła mi na ucho, że to jest ktoś z europejskiej rodziny królewskiej. On mi jednak o tym swoim "drugim życiu" nie opowiadał, a dla mnie nie miało to znaczenia.

FREDERIK: Tytuł książęcy nigdy nie był moim wabikiem na kobiety.

GALA: Przed spotkaniem z rodzicami narzeczonego zawsze ma się tremę, domyślam się jednak, że spotkanie z królową musiało być dla pani ogromnym stresem.

MARY: Tym bardziej, że Frederik postanowił zrobić mi niespodziankę. Pewnego dnia rzucił od niechcenia: "Słuchaj, jutro mama wpadnie na herbatę". Zamarłam. Pomyślałam, że do takiego spotkania trzeba się przecież przygotować. Poprosiłam Frederika, żeby szybko nauczył mnie dworskiego ukłonu. Strasznie się przy tym uśmialiśmy.

FREDERIK: Mary chyba bardziej bała się dworskiej etykiety niż mojej matki.

GALA: A jak książę prosi wybrankę swojego serca o rękę? Czy jest z tym związany jakiś rytuał? Czy nie powinien podjechać na białym koniu i w błyszczącej zbroi?

FREDERIK: (śmiejąc się) Byliśmy akurat w Rzymie, zwiedzaliśmy miasto. W pewnej chwili pomyślałem sobie: "To jest odpowiednie miejsce i czas. Frederik, wciągaj nakolanniki". Zebrałem się w sobie i zwyczajnie ją zapytałem.

MARY: A ja nie mogłam powiedzieć: "Nie".

FREDERIK: Nie zaakceptowałbym odmowy.

GALA: Czy to prawda, że potem napisał pan list do ojca Mary?

FREDERIK: Tak, uprzejmie poprosiłem go o rękę jego córki.

MARY: Mój ojciec był bardzo wzruszony tym, że Frederik w tak tradycyjny sposób prosi go o moją rękę. Przede wszystkim cieszył się jednak z tego, że wyjdę za mąż za człowieka, którego naprawdę kocham.

GALA: Wasz ślub w Kopenhadze był niezwykłą uroczystością. Kiedy wyszliście z katedry, już jako mąż i żona, nie zaprzątała pani głowy myśl, że pani życie zmieniło się na zawsze?

MARY: Nie. Kiedy przyjęłam zaręczyny, byłam świadoma tego, że moje życie od tej pory będzie wyglądało zupełnie inaczej. Ale to nie była trudna decyzja. Kocham Frederika i chcę z nim być.

GALA: Kiedy książę czekał na Mary Donaldson w kościele przy ołtarzu, widać było łzy w pańskich oczach. Co się wtedy z księciem działo?

FREDERIK: Czułem, że Mary zbliża się do mnie. Słyszałem gwar tłumu na zewnątrz kościoła, stawał się coraz głośniejszy. A we mnie kłębiło się tyle uczuć. Kiedy zaczęto wznosić radosne okrzyki, nie wytrzymałem. Pomyślałem: "Do diabła z tą fasadą! Przecież liczymy się tylko Mary i ja". Zapomniałem o ludziach w kościele i przed telewizorami. Myślałem tylko o nas, o naszym szczęściu. To był najpiękniejszy moment tego dnia, tam w kościele.

GALA: W mowie weselnej powiedział książę między innymi, że wcześniej czuł się bardzo samotny. Co to znaczy?

FREDERIK: Chodziło mi o duchową samotność.

MARY: Frederik nie miał wcześniej kogoś, z kim mógłby dzielić się tym, co czuje. Kogoś, przed kim naprawdę mógłby się otworzyć.

FREDERIK: Jedną z najpiękniejszych rzeczy w małżeństwie jest to, że wszystkim dzielisz się z drugą osobą. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem.

GALA: Jak wyglądał wasz miodowy miesiąc?

FREDERIK: Chciałem zrobić Mary niespodziankę i wszystkim zająłem się sam. Ona o niczym nie wiedziała. Zależało mi na tym, żebyśmy pojechali gdzieś, gdzie moglibyśmy naprawdę być sobą i gdzie bylibyśmy tylko we dwoje. Wybrałem Afrykę. Miałem jeszcze do wyboru Antarktydę albo Grenlandię.

MARY: Zrobił mi fantastyczną niespodziankę. Wyjechaliśmy z wesela, a następnego dnia byliśmy już w Afryce. Na wszystko mieliśmy czas. Opalaliśmy się, czytaliśmy książki, chodziliśmy na spacery, jeździliśmy konno, na safari.

GALA: Musiało być pięknie choć na chwilę zniknąć po tym całym zamieszaniu związanym ze ślubem.

MARY: Tak, znów byliśmy po prostu Frederikiem i Mary. Mogliśmy sobie godzinami siedzieć i oglądać zwierzęta, rośliny. Takich kolorów jak w Afryce nie znajdziesz nigdzie indziej.

GALA: Wszyscy wiemy, w jaki sposób zginęła księżna Diana, i pod jaką presją żyją członkowie rodzin królewskich. Nie bała się pani, czy sprosta tak trudnym wymaganiom?

MARY: Zdawałam sobie sprawę, że moje "tak" nie dotyczy tylko Frederika. To była zgoda na coś dużo poważniejszego, dlatego długo się nad tym zastanawiałam. Jestem jednak osobą, która bierze życie takim, jakie jest. Nie wybiegam zanadto myślami naprzód. Zajmuję się tym, co mnie dotyczy w danej chwili. A czy zrobiłam dobrze, czy źle, z pewnością się okaże.

GALA: Książę Frederiku, powiedział pan kiedyś, że rola przyszłego króla budzi w panu lęk. Czy nie wahał się pan wciągnąć w to kobiety, którą pan kocha?

FREDERIK: Nie. Oczywiście nigdy nie wiadomo, jak ktoś sobie z tym poradzi, my jednak daliśmy sobie trochę czasu. Zanim zaczęliśmy myśleć o ślubie, znaliśmy się kilka lat. Mieliśmy czas, żeby sprawdzić, czy się dogadujemy, jak nam się razem mieszka.

MARY: Muszę przyznać, że Frederik skrupulatnie sprawdzał, czy się nadaję, zanim ostatecznie stwierdził, że dam sobie radę (śmiech). Prawdziwą próbą była przeprowadzka do Danii. Miałam okazję zapoznać się z życiem i kulturą innego kraju, z obyczajami panującymi w rodzinie królewskiej, nie będąc jej częścią. Nie rzucono mnie od razu na głęboką wodę.

FREDERIK: Postawa Mary jest naprawdę godna podziwu. Tego wszystkiego nie da się nauczyć. Z tym trzeba się urodzić.

GALA: Myśl o tym, że to państwo pewnego dnia zasiądziecie na tronie królewskim was nie przeraża?

MARY: Nie myślę o tym, co się będzie działo za kilka czy kilkanaście lat, bo królowa jest zdrowa i świetnie czuje się w swojej roli.

GALA: Czy książę Frederik udzielał pani wskazówek, jak powinna wyglądać i zachowywać się księżna?

MARY: Na szczęście pozostawiono mi dużo swobody, żebym mogła odnaleźć własną drogę. A ja chciałam w tym wszystkim pozostać sobą. Nie da się być księżną Mary na pokaz, a po godzinach kimś zupełnie innym. Oczywiście, takie różnice istnieją, ale staram się, żeby prawdziwej Mary było jak najwięcej. Taka sytuacja jest znacznie mniej stresująca.

GALA: Co było najtrudniejsze do tej pory?

MARY: Język. Duński jest trudny, a wszyscy wokół mnie rozmawiają po duńsku. Czasami czuję, że jestem kilka kroków za innymi, nie potrafię jeszcze tak szybko powiedzieć wszystkiego, o co mi chodzi. Chwilami jest to frustrujące. Chciałabym kiedyś mówić po duńsku tak, jak w ojczystym języku, dlatego codziennie grzecznie chodzę na lekcje.

GALA: Czy księżniczki nie muszą mieć specjalnych zajęć z machania do tłumu?

MARY: W tej kwestii stawiam na naturalność.

FREDERIK: Ktoś powiedział, że trochę przypomina to wkręcanie żarówki. To dobry wzorzec.

GALA: Niektórzy twierdzą, że księżna Mary ma uspokajający wpływ na swojego męża.

MARY: Nie powstrzymuję go przed niczym. Czasem tylko zadaję racjonalne pytania. Jeśli on chce wziąć udział w niebezpiecznych regatach żeglarskich z Sydney do Hobart, musi przed nimi potrenować. Jeśli jest dobrze przygotowany, nie przeszkadzam mu. Mam nadzieję, że nigdy nie będę tego żałować.

GALA: Cała Dania czeka na to, że wkrótce będzie pani w ciąży. Ciężko znieść tę presję?

MARY: Nie jest tak źle. Na początku rzeczywiście co druga gazeta pokazywała zdjęcia mojego brzucha, czy aby przypadkiem nie jest zaokrąglony, ale nauczyłam się z tego śmiać. Obydwoje z Frederikiem bardzo chcemy mieć dzieci, ale zdajemy się w tej sprawie na matkę naturę.

Rozmawiał Andrew Denton, współpraca Tim Affeld Nr 12/13, od 21 marca do 3 kwietnia


A oto świetny wywiad :


GALA: Poznaliście się państwo w Australii. Co czujecie teraz, kiedy znów tu przyjeżdżacie?

MARY: Trochę się tą podróżą denerwowałam. Od czasu mojej ostatniej wizyty w Australii tyle się przecież w moim życiu zmieniło. Obawiałam się, jak zostaniemy przyjęci. Nawet w najśmielszych snach nie spodziewałam się, że wzbudzimy tak wielkie zainteresowanie.

GALA: Dziś już chyba nie ma szans, żeby książęca para mogła samotnie spacerować po ulicach Sydney?

MARY: Niestety. Miałam nadzieję, że uda nam się zachować odrobinę anonimowości, ale to niemożliwe. Kiedy byliśmy tu poprzednim razem, jeszcze jako narzeczeni, mieliśmy mnóstwo wolnego czasu tylko dla siebie. Teraz plan wizyty mamy rozpisany co do minuty.

GALA: Nie żałuje pani, że zmieniła całe swoje życie?

MARY: Absolutnie. Oczywiście, kiedy mieszkałam w Australii, czułam się cudownie. Ale teraz jestem jeszcze bardziej szczęśliwa, bo dzielę życie z ukochanym mężczyzną.

GALA: Jak się państwo poznali?

FREDERIK: Tuż po rozpoczęciu igrzysk olimpijskich w Sydney w 2000 roku wędrowałem z przyjaciółmi po mieście. W jakimś przypadkowym barze wdaliśmy się w rozmowę z miejscowymi ludźmi. Między nimi była także Mary. Usiedliśmy razem przy stole, wzięliśmy coś do picia, gawędziliśmy.

GALA: Kiedy poczuliście, że między wami zaiskrzyło?

FREDERIK: Dobre pytanie...

MARY: Ja pamiętam! Jeszcze tego samego wieczoru dałam ci mój numer telefonu. Zadzwoniłeś już następnego dnia, więc coś musiało zaiskrzyć od razu. Ale nie były to jakieś fajerwerki czy miłość od pierwszego wejrzenia. Po prostu coś nas do siebie przyciągało.

GALA: Czy już po tym pierwszym spotkaniu poczuł pan, że Mary to kobieta wyjątkowa?

FREDERIK: Pomyślałem, że warta jest przynajmniej tego, żeby do niej zadzwonić.

MARY: (śmiejąc się) Miałam szczęście. Przeszłam do drugiej rundy.

GALA: A kiedy książę Frederik wyznał pani, że nie jest zwykłym facetem, tylko następcą tronu Danii?

MARY: Jeśli myśli pan, że pewnego dnia stanął naprzeciwko mnie i powiedział: "Nie jestem tym, za kogo mnie uważasz", to nic takiego się nie wydarzyło. Jeszcze tego samego wieczoru, kiedy się poznaliśmy, koleżanka szepnęła mi na ucho, że to jest ktoś z europejskiej rodziny królewskiej. On mi jednak o tym swoim "drugim życiu" nie opowiadał, a dla mnie nie miało to znaczenia.

FREDERIK: Tytuł książęcy nigdy nie był moim wabikiem na kobiety.

GALA: Przed spotkaniem z rodzicami narzeczonego zawsze ma się tremę, domyślam się jednak, że spotkanie z królową musiało być dla pani ogromnym stresem.

MARY: Tym bardziej, że Frederik postanowił zrobić mi niespodziankę. Pewnego dnia rzucił od niechcenia: "Słuchaj, jutro mama wpadnie na herbatę". Zamarłam. Pomyślałam, że do takiego spotkania trzeba się przecież przygotować. Poprosiłam Frederika, żeby szybko nauczył mnie dworskiego ukłonu. Strasznie się przy tym uśmialiśmy.

FREDERIK: Mary chyba bardziej bała się dworskiej etykiety niż mojej matki.

GALA: A jak książę prosi wybrankę swojego serca o rękę? Czy jest z tym związany jakiś rytuał? Czy nie powinien podjechać na białym koniu i w błyszczącej zbroi?

FREDERIK: (śmiejąc się) Byliśmy akurat w Rzymie, zwiedzaliśmy miasto. W pewnej chwili pomyślałem sobie: "To jest odpowiednie miejsce i czas. Frederik, wciągaj nakolanniki". Zebrałem się w sobie i zwyczajnie ją zapytałem.

MARY: A ja nie mogłam powiedzieć: "Nie".

FREDERIK: Nie zaakceptowałbym odmowy.

GALA: Czy to prawda, że potem napisał pan list do ojca Mary?

FREDERIK: Tak, uprzejmie poprosiłem go o rękę jego córki.

MARY: Mój ojciec był bardzo wzruszony tym, że Frederik w tak tradycyjny sposób prosi go o moją rękę. Przede wszystkim cieszył się jednak z tego, że wyjdę za mąż za człowieka, którego naprawdę kocham.

GALA: Wasz ślub w Kopenhadze był niezwykłą uroczystością. Kiedy wyszliście z katedry, już jako mąż i żona, nie zaprzątała pani głowy myśl, że pani życie zmieniło się na zawsze?

MARY: Nie. Kiedy przyjęłam zaręczyny, byłam świadoma tego, że moje życie od tej pory będzie wyglądało zupełnie inaczej. Ale to nie była trudna decyzja. Kocham Frederika i chcę z nim być.

GALA: Kiedy książę czekał na Mary Donaldson w kościele przy ołtarzu, widać było łzy w pańskich oczach. Co się wtedy z księciem działo?

FREDERIK: Czułem, że Mary zbliża się do mnie. Słyszałem gwar tłumu na zewnątrz kościoła, stawał się coraz głośniejszy. A we mnie kłębiło się tyle uczuć. Kiedy zaczęto wznosić radosne okrzyki, nie wytrzymałem. Pomyślałem: "Do diabła z tą fasadą! Przecież liczymy się tylko Mary i ja". Zapomniałem o ludziach w kościele i przed telewizorami. Myślałem tylko o nas, o naszym szczęściu. To był najpiękniejszy moment tego dnia, tam w kościele.

GALA: W mowie weselnej powiedział książę między innymi, że wcześniej czuł się bardzo samotny. Co to znaczy?

FREDERIK: Chodziło mi o duchową samotność.

MARY: Frederik nie miał wcześniej kogoś, z kim mógłby dzielić się tym, co czuje. Kogoś, przed kim naprawdę mógłby się otworzyć.

FREDERIK: Jedną z najpiękniejszych rzeczy w małżeństwie jest to, że wszystkim dzielisz się z drugą osobą. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem.

GALA: Jak wyglądał wasz miodowy miesiąc?

FREDERIK: Chciałem zrobić Mary niespodziankę i wszystkim zająłem się sam. Ona o niczym nie wiedziała. Zależało mi na tym, żebyśmy pojechali gdzieś, gdzie moglibyśmy naprawdę być sobą i gdzie bylibyśmy tylko we dwoje. Wybrałem Afrykę. Miałem jeszcze do wyboru Antarktydę albo Grenlandię.

MARY: Zrobił mi fantastyczną niespodziankę. Wyjechaliśmy z wesela, a następnego dnia byliśmy już w Afryce. Na wszystko mieliśmy czas. Opalaliśmy się, czytaliśmy książki, chodziliśmy na spacery, jeździliśmy konno, na safari.

GALA: Musiało być pięknie choć na chwilę zniknąć po tym całym zamieszaniu związanym ze ślubem.

MARY: Tak, znów byliśmy po prostu Frederikiem i Mary. Mogliśmy sobie godzinami siedzieć i oglądać zwierzęta, rośliny. Takich kolorów jak w Afryce nie znajdziesz nigdzie indziej.

GALA: Wszyscy wiemy, w jaki sposób zginęła księżna Diana, i pod jaką presją żyją członkowie rodzin królewskich. Nie bała się pani, czy sprosta tak trudnym wymaganiom?

MARY: Zdawałam sobie sprawę, że moje "tak" nie dotyczy tylko Frederika. To była zgoda na coś dużo poważniejszego, dlatego długo się nad tym zastanawiałam. Jestem jednak osobą, która bierze życie takim, jakie jest. Nie wybiegam zanadto myślami naprzód. Zajmuję się tym, co mnie dotyczy w danej chwili. A czy zrobiłam dobrze, czy źle, z pewnością się okaże.

GALA: Książę Frederiku, powiedział pan kiedyś, że rola przyszłego króla budzi w panu lęk. Czy nie wahał się pan wciągnąć w to kobiety, którą pan kocha?

FREDERIK: Nie. Oczywiście nigdy nie wiadomo, jak ktoś sobie z tym poradzi, my jednak daliśmy sobie trochę czasu. Zanim zaczęliśmy myśleć o ślubie, znaliśmy się kilka lat. Mieliśmy czas, żeby sprawdzić, czy się dogadujemy, jak nam się razem mieszka.

MARY: Muszę przyznać, że Frederik skrupulatnie sprawdzał, czy się nadaję, zanim ostatecznie stwierdził, że dam sobie radę (śmiech). Prawdziwą próbą była przeprowadzka do Danii. Miałam okazję zapoznać się z życiem i kulturą innego kraju, z obyczajami panującymi w rodzinie królewskiej, nie będąc jej częścią. Nie rzucono mnie od razu na głęboką wodę.

FREDERIK: Postawa Mary jest naprawdę godna podziwu. Tego wszystkiego nie da się nauczyć. Z tym trzeba się urodzić.

GALA: Myśl o tym, że to państwo pewnego dnia zasiądziecie na tronie królewskim was nie przeraża?

MARY: Nie myślę o tym, co się będzie działo za kilka czy kilkanaście lat, bo królowa jest zdrowa i świetnie czuje się w swojej roli.

GALA: Czy książę Frederik udzielał pani wskazówek, jak powinna wyglądać i zachowywać się księżna?

MARY: Na szczęście pozostawiono mi dużo swobody, żebym mogła odnaleźć własną drogę. A ja chciałam w tym wszystkim pozostać sobą. Nie da się być księżną Mary na pokaz, a po godzinach kimś zupełnie innym. Oczywiście, takie różnice istnieją, ale staram się, żeby prawdziwej Mary było jak najwięcej. Taka sytuacja jest znacznie mniej stresująca.

GALA: Co było najtrudniejsze do tej pory?

MARY: Język. Duński jest trudny, a wszyscy wokół mnie rozmawiają po duńsku. Czasami czuję, że jestem kilka kroków za innymi, nie potrafię jeszcze tak szybko powiedzieć wszystkiego, o co mi chodzi. Chwilami jest to frustrujące. Chciałabym kiedyś mówić po duńsku tak, jak w ojczystym języku, dlatego codziennie grzecznie chodzę na lekcje.

GALA: Czy księżniczki nie muszą mieć specjalnych zajęć z machania do tłumu?

MARY: W tej kwestii stawiam na naturalność.

FREDERIK: Ktoś powiedział, że trochę przypomina to wkręcanie żarówki. To dobry wzorzec.

GALA: Niektórzy twierdzą, że księżna Mary ma uspokajający wpływ na swojego męża.

MARY: Nie powstrzymuję go przed niczym. Czasem tylko zadaję racjonalne pytania. Jeśli on chce wziąć udział w niebezpiecznych regatach żeglarskich z Sydney do Hobart, musi przed nimi potrenować. Jeśli jest dobrze przygotowany, nie przeszkadzam mu. Mam nadzieję, że nigdy nie będę tego żałować.

GALA: Cała Dania czeka na to, że wkrótce będzie pani w ciąży. Ciężko znieść tę presję?

MARY: Nie jest tak źle. Na początku rzeczywiście co druga gazeta pokazywała zdjęcia mojego brzucha, czy aby przypadkiem nie jest zaokrąglony, ale nauczyłam się z tego śmiać. Obydwoje z Frederikiem bardzo chcemy mieć dzieci, ale zdajemy się w tej sprawie na matkę naturę.

Rozmawiał Andrew Denton, współpraca Tim Affeld Nr 12/13, od 21 marca do 3 kwietnia

http://foto0.m.onet.pl/uroda/4973456,detal.html






 
 


 





Komentarze do tej strony:
Komentarz pochodzi od you want this now( emailgmail.com ), 15.12.2013, o 11:01 (UTC):
wethGx I am so grateful for your blog article. Awesome.

Komentarz pochodzi od Bellinger( leahbellingergmx.net ), 12.11.2013, o 13:57 (UTC):
Way cool! Some extremely valid points! I appreciate you writing
this article and the rest of the site is very good.

Komentarz pochodzi od Iza( ), 26.10.2012, o 19:21 (UTC):
http://frederik-mary.blogspot.com/



Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twój adres email:
Twoja strona:
Twoja wiadomość:

 
   
Reklama  
   
Wydarzenia  
  Książę Albert i księżna Charlene odwiedzą Niemcy w dniach 9-10 lipca  
Wydarzenia  
  Ogłoszono zaręczyny Andrea Casiraghiego z Tatianą Santo Domingo. Ślub odbędzie się w 2013 roku, dokładna data nie jest jeszcze znana. Więcej informacji w podstronie news 1-7 lipca  
Informacje  
  Najświeższe wiadomości znajdziecie w zakładce NEWS  
Twitter  
  Mój Twitter:
https://twitter.com/RKrolewskie
 
Dzisiaj stronę odwiedziło już 85 odwiedzający (166 wejścia) tutaj!
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=